Czołem Fuksi, Żacy i Bakałarze! – O biurokracji i wyborach do rad
Czołem Fuksi, Żacy i Bakałarze!
Nadszedł w końcu październik, co oznacza nie tylko początek jesieni, ale również nowy rok akademicki. A wraz z nowym rokiem – wraca niestety stare, dobrze znane nam wszystkim doświadczenie: kontakt z uczelnianą biurokracją.
Dla wielu z nas jest to nieprzyjemne zderzenie – każdy, kto próbował złożyć wniosek o stypendium czy akademik, wie, o czym mowa. Ale to wcale nie oznacza, że musimy być bezsilni wobec uniwersyteckich procedur.
Wybory do ciał kolegialnych
Wraz z nowym rokiem nadchodzą również wybory do ciał kolegialnych. W sporej mierze to właśnie od nich zależeć będzie wygląd procedur, z jakimi przychodzi nam się mierzyć na co dzień. Dlatego naprawdę warto zadbać o to, aby w uczelnianych radach zasiadali ludzie zaangażowani, a nie figuranci.
Żeby tak było, wybory muszą odbywać się w należyty sposób:
- z jasnymi deklaracjami kandydatów,
- z wysoką frekwencją dającą im silny mandat,
- ze świadomością przywilejów, jakie przyznajemy w wyborach naszym koleżankom i kolegom.
Fikcja frekwencji a realna reprezentacja
Do tej pory bywało z tym różnie. Frekwencja wyborcza bywała żałośnie niska, a wszelkie zmiany na Uniwersytecie wynikały głównie z presji zewnętrznych organizacji studenckich. Większość studentów nie ma nawet pojęcia, czym zajmują się Rady Dydaktyczne czy Rady Wydziałów – ani nawet, że te organy w ogóle istnieją.
Reprezentacja fasadowa, która musi przypominać reprezentowanym ludziom o swoim istnieniu, jest gorsza niż brak oficjalnej reprezentacji.
Bez względu na to, co sądzimy o uczelnianej polityce, powinniśmy być zgodni co do jednego: da się ją robić lepiej.
Co dalej?
Dlatego już wkrótce ruszamy z serią postów o tym, czym zajmują się poszczególne rady i dlaczego warto się nimi zainteresować. Mamy nadzieję, że zachęci Was to do oddania głosu w tych wyborach – a może nawet sprawi, że część z Was odważy się wystartować w nich jako kandydaci!
Na dziś to tyle – czekamy na Wasze pytania i komentarze!
Serwus!